Tytułem wstępu

Witam serdecznie na Synkretyźmie. Jestem Feszyn Gerl i dopiero zaczynam.

Nie blogowanie w sensie dosłownym, bo to mam od dawna obcykane, ale paranie się tzw. szafiarstwem. Nie lubię tego słowa, tak samo nie przepadam za określeniem "fashion blog". Mój nick to po części kpina z tej dziedziny Internetu, a po części też po prostu chwytliwy slogan.

Synkretyzm został po prawej zdefiniowany przez Ciocię Wikipedię.
Dla mnie ubranie to coś, co wyraża cokolwiek, co chcę pokazać. Eklektyzm mojej osoby, moich zainteresowań, nawet muzyki, którą lubię, pasuje to pojęcia Synkretyzmu.

Nie przedstawiam się prawdziwym imieniem i nazwiskiem, nie widzę w tym potrzeby. W końcu, cytując klasyka - ubranie to przebranie, przebierając się wybrałam również przybrać w coś moją twarz.
W co? A w książkę konkretnie. Statystki świadczące o spadku czytelnictwa wcale mnie nie przerażają, w końcu w średniowieczu to prawie nikt nie czytał, a i tak żyjemy. Osobiście to książki stanowią ważną część składową mojego życia. Jak na złość mojej pierwszej wychowawczyni, twierdzącej, że chyba nigdy nie przezwyciężę pewnych trudności, czytałam do skutku - aż książki bez obrazków stały się ciekawsze od tych z ilustracjami i aż okazało się, że czytam dwa czy nawet więcej razy szybciej niż statystyczny rówieśnik.
Książki też po trochu zniszczyły mi życie, rozwinęły wyobraźnię tak, że teraz wszystko potrafi mnie rozczarować. Ale cóż, nie wiem co by było bez nich.

Moje "zestawienia" są dziwne. Ale mają sens, daj wiarę. Albo... miały. Kiedy planowałam je w głowie.

Nie wiem, czym jest moda, czym jest styl. Wiem, co mam w szafie i wiem, co lubię. Często eksperymentuje, i po raz kolejny doświadczam, że szata może i nie zdobi człowieka... Za to człowiek zdobi szatę. Nie interesuje się żadnymi nowym kolekcjami kogokolwiek, no nie pociąga mnie to i wcale tego nie kryje. Jakoś za 20 lat nie wiem, czy ktokolwiek będzie pamiętał co lansował kto i kiedy, moda jest ulotna. Moja szafa jest za to wypchana i chyba musi zdarzyć się cud, żeby wzniosła się choć o centymetr.

Wiem, że nie jestem idealna. Moje kształty można nazwać po prostu 'killer curves'. Mam kompleksy z tego powodu, może gigantyczne biodra, wystająca miednica i brzuch, który stara się rozmnożyć przez pączkowanie to nie to, co zawsze chciałam posiadać fizycznie, no ale nie jest źle, co? :)
Nie jestem maszkarą, nie zakrywam twarzy bo np. mam ją poparzoną czy coś, albo jestem Paris Hilton, która w przypływie odpływu dochodów z braku laku nauczyła się polskiego i zafarbowała włosy. I przytyła.
Nie wstydzę się braku gustu czy ogromnego brzucha. To jestem JA, jakiś problem?

Kupuje w szmateksach głownie wszystko prócz, oczywiście, bielizny. Mam skarpetki z Homerem ze szmat, ale one się nie liczą - były nowe, w folii.
Nie podam miasta, w którym mieszkam, mojej placówki edukacyjnej etc. Nie podam też namiarów na szmateksy, nie jestem Zumi.

Mój zegarek nazywa się Apollo. A wąż-bransoletka to Adelajda. Powinny mieć imiona na odwrót, tak jak płeć mają nie pasującą do mian, ale co tam. Mój pierścionek nie ma imienia, na szczęście. Skończyłoby się na jakieś Hipolicie czy Atenie.
Paznokcie robię sobie sama, mając ponad 100 lakierów do paznokci w kolekcji (wszystkie na chodzie), lubię się pobawić.

Mam dużo innych zajęć, m.in. życie i zdjęcia robię sobie co jakiś czas, kilka(naście). Nie widzę sensu w cykani sobie fotek częściej i w wymyślnych pozach, miejscach i ubraniach.
Serio noszę, to, co tu przedstawiam, niektóre rzeczy rzadziej, inne częściej. Jak kogoś w takiej czy innej koszulce spotkacie na ulicy, to raczej jestem to ja.

Jak odkryjecie kim jestem, to tego nie ogłaszajcie, tylko dajcie znać. Postawię kawę czy coś i pogadamy :)
Odcinam się od mojego realnego i wirtualnego JA, tworząc tego bloga popełniam eksperyment. Uszanuj to albo daj sobie spokój.

Piszę długo, średnio kwieciście i przejrzyście. Tak lubię. Jeśli nie możecie sobie dać rady z częścią słowną moich postów, polecam przesunąć suwak o centymetr i obczaić ubranie.

Piszę po polsku, choć znam tam kilka języków. Po polsku jednak pisze się najlepiej.

Podczytuje "szafiarskie" blogi, mam prywatnego tumblra, sprawuje pieczę na przedsięwzięciami mniej lub bardziej karkołomnymi. Ten blog jest dla mnie, z myślą o sobie samej go założyłam, ale nie pogardzę miłymi czytelnikami :) Już w tym momencie mam cię człowieku ochotę uścisnąć, że ty to w ogóle czytasz! :)

Nie wiem, czy to blog szafiarski czy nie. Moda, jak już mówiłam, interesuje mnie w sposób ograniczony i jak już, to bardzo wybiórczy. Lubię, jak o całym tym bajzlu pisze Joanna Bojańczyk. I jakbym miała wskazać, jak "gwiazda" mnie inspiruje, to są takie dwie panny - Karen Gillan i Anushka Sharma. Nie zrzynam z nich niczego, po prostu lubię czasem popatrzeć. Tak samo jak na Lady Gagę. Podziwiam ją za tą świadomą zabawę konwencjami. Piosenkarka potrafi czasem przesadzić, ale nie ma wielu ludzi, którzy tak świadomie kreować siebie. Jej garderoba to jedna wielka bomba łamiąca wszystkie zakazy i ograniczenia.

Nie cierpię, jak ludzie próbują ograniczać modą siebie czy innych. Nie o to w tym chodzi, przynajmniej mi się tak zdaje. OK, trzeba mieć umiar. Ale życie jest krótkie. Potem będziesz leżeć w Niebie na chmurce i sobie wyrzucać "ech, mogłam wtedy ubrać _____" itd.

Nie mam muz czy idoli. W ciuchach kręci mnie coś, czego nie umiem opisać. Tak samo, jak nie umiem opisać sposobu, w jakim działają na mnie jasne, żywe kolory. Lubię się ubrać z jajem, mieć na sobie koszulkę, która wzbudzi jakieś emocje. Lubię przesłania, prostsze, inne, głupsze, głębsze. Nie szukam ich na siłę, w każdym razie są czymś, co lubię.

Cytując pewnogo pana:
Style is one of life's joys - it's something to be celebrated.
Całkowicie się z tym zgadzam. Nie mam dużo wiosen na koncie, ale kilka razy gruntownie zmieniałam mój "styl ubierania". Nie straciłam w tym niczego prócz kilku niewygodnych ubrań, zyskałam wiele. Nigdy nie dopuszczam do przerostu formy nad treścią, nie zapominam, że to ja jestem okutana w te bawełny i nie noszę czegoś, w czym się dobrze nie czuje.

I wcale nie jestem hipsterem. Troszeczkę, odrobinkę. Ale pozytywnie. Tak Faustowsko.


Uff, długi post. Dobra, zostawiam was z takim oto "głębokimi" przemyśleniami i liczę na miłe przyjęcie w blogosferze.
Pozdrawiam,
Feszyn Gerl.

0 dowodów uznania:

Prześlij komentarz